Grecja czy Albania na wakacje? Porównanie Korfu i Sarandy okiem rodziny z małym dzieckiem

W czasie studiów sporo podróżowałam ze swoim obecnym mężem, a wtedy jeszcze chłopakiem. Często spontanicznie ruszaliśmy w drogę wraz z paczką przyjaciół. Nie ciągnęło mnie wtedy specjalnie do popularnych kurortów. Wolałam pociągi, autokary, czasem autostop, noclegi w hostelach i plan zmieniający się z dnia na dzień.

Najlepiej wspominam objazdową podróż po Bałkanach, która zajęła mi właściwie całe wakacje. W samej Albanii spędziliśmy niecałe dwa tygodnie, przenosząc się między różnymi częściami kraju. W szczególności zapamiętałam Sarandę. Z miasta doskonale widziałam Korfu i trudno było nie myśleć o tym, żeby po prostu wsiąść na prom i sprawdzić, co czeka nas po drugiej stronie.

Jakoś tak się złożyło, że nigdy wcześniej nie miałam okazji odwiedzić Grecji, więc pomysł przeprawienia się na wyspę bardzo mnie kusił. Ostatecznie jednak zabrakło nam czasu i nic z tego nie wyszło. Musieliśmy wracać, bo wielkimi krokami zbliżał się nasz ślub, a kilka miesięcy później mieliśmy zostać rodzicami. Nie zamierzaliśmy jednak rezygnować z Grecji. Postanowiliśmy z mężem, że wybierzemy się na Korfu już we trójkę, jak tylko sytuacja nam się ustabilizuje.

Gdy maluch trochę podrósł i zaczął chodzić, wróciliśmy do tematu wyjazdu. Od decyzji do realizacji nie minęło wiele czasu. Szybko zabraliśmy się za przygotowania i ani się obejrzeliśmy, kiedy zameldowaliśmy się w niewielkiej miejscowości na północnym wybrzeżu Korfu. Spędziliśmy tam 8 dni, a teraz jesteśmy dość świeżo po powrocie do domu. Podzielę się swoimi spostrzeżeniami z tej wycieczki i postaram się porównać je z wcześniejszymi doświadczeniami. Może uda mi się pomóc komuś, kto obecnie waha się pomiędzy urlopem w Grecji i Albanii.

Zakwaterowanie – standard i koszty

Po pojawieniu się dziecka moje oczekiwania wobec podróży wyraźnie się zmieniły. W tej sytuacji spontaniczna przygoda, jak za dawnych lat, absolutnie nie wchodziła w grę.  Priorytetowe znaczenie miały komfort i przewidywalność. Od początku było więc dla nas oczywiste, że zatrzymamy się w hotelu.

Przy przeglądaniu ofert z Korfu bardzo doceniłam rozbudowaną infrastrukturę turystyczną. Dowiedziałam się wtedy, że wakacje w Grecji i innych miejscach jakiś czas temu pojawiły się na Allegro. Wybór tej platformy był dla mnie dość naturalną decyzją. Dobrze znałam ją z zakupów i miałam do niej zaufanie, a jak się okazało dało się tam znaleźć naprawdę sporo atrakcyjnych ofert.

Ostatecznie postawiliśmy na 3-gwiazdkowy hotel w niewielkiej miejscowości Astrakeri. Dostaliśmy naprawdę zadbany pokój, więc nie sposób przyczepić się do standardu. Do tego mieliśmy w pakiecie przeloty, transfery i wyżywienie. Poza tym miejsce było bardzo dobrze przystosowane do rodzin z dziećmi, co ostatecznie stało się dla nas decydującym argumentem. Za 8-dniowy pobyt zapłaciliśmy łącznie nieco ponad 5 tysięcy złotych.

Z ciekawości zerknęłam też na oferty z Albanii i odkryłam, że koszty zakwaterowania w hotelu wypadają dość podobnie. Po zdjęciach i opisach standard wydawał się zbliżony, więc pod tym względem nie dopatrzyłam się znaczących różnic.

Gastronomia poza hotelem

Wprawdzie hotel zapewniał nam wszystko, czego potrzebowaliśmy, ale mieliśmy ochotę pochodzić też po okolicznych knajpkach. Tutaj różnica w cenach mogła być troszkę bardziej widoczna. Z moich doświadczeń albańskie kawiarnie i restauracje wypadały nieco taniej. W wielu miejscach dało się zamówić kawę nawet za 6-7 złotych.

Nie oznacza to jednak, że Grecja okazuje się wyraźnie droższa. Jeśli ktoś nie chce ograniczać się do hotelowej kuchni i popróbować też potraw na mieście, wystarczy poszukać tradycyjnych, mniej turystycznych tawern. Można tam najeść się do syta nawet za około 10 euro.

Zwiedzanie okolicy z mojej perspektywy

Choć wraz z pojawieniem się dziecka, zmieniły nam się priorytety, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zapuścili się nieco dalej poza kurort. Pod tym względem Korfu spełniło nasze oczekiwania. Wyspa jest dobrze skomunikowana liniami regularnie kursujących busów. W środku zastaliśmy klimatyzację, wygodne fotele, a do tego na korzyść przemawiały przystępne ceny biletów.

W Albanii transport lokalny również pozwala przemieszczać się między różnymi miejscowościami, choć w moim odczuciu wymagał nieco więcej elastyczności niż na Korfu. Busy nie zawsze kursowały tak regularnie, dlatego przy intensywniejszym zwiedzaniu warto rozważyć wynajem samochodu.

Moje podsumowanie po wczasach w Grecji i Albanii

Dwa lata temu jedynie patrzyłam na Korfu z Sarandy, a dziś mogę porównać oba kierunki z własnego doświadczenia. Największe różnice zauważyłam nie tyle w samych hotelach, ile w codziennym funkcjonowaniu na miejscu. Albania wypadała odrobinę korzystniej pod względem cen w lokalach, natomiast Korfu oferowało wygodniejszy transport i bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną.

Te ostatnie kwestie okazały się dla nas szczególnie ważne, ponieważ chcieliśmy trochę pozwiedzać przy zachowaniu komfortowych warunków dla dziecka. Nie powiedziałabym jednak, że jeden kierunek jest lepszy od drugiego. Po prostu każdy z nich może lepiej odpowiadać na inne potrzeby.

Artykuł sponsorowany